weterynarz

60 dni do…

…nowej odsłony Maciejka…? Tak? Tak! A co za tym się będzie kryło, to już wkrótce. Nowa odsłona jest potrzebna aby nie było nudno. A w życiu jak  to w życiu codziennie się coś dzieje.

Nie koniecznie wiąże się to z potrzebą „akcji”, ale jak to bywa: życie bez pytania dostarcza nam wrażeń i emocji. Dość tajemniczo, ale obiecuję że będzie się działo.

Na biało i niebiesko ;) W końcu moja książęca krew jest błękitna ;)

A co do krwi…dzisiaj kotki były na szczepieniu. Po minucie weterynarz oddał Agatkę mamie, przejmując do rąk Tośkę. Mama uśmiechnęła się i ostrzegła uprzejmie:

- Agatka była tylko przestraszona, ostrzegam że przestraszona Tośka może być agresywna.

Po 5 minutach weterynarz wychodzi przerażony i uśmiecha się do sekretarki mówiąc:

- Poprosimy ręcznik!

No cóż. „Rusza się jak kot. To musi być PUMA” ;)

A czemu nas nie było przy szczepieniu? Bo mama nie dała rady upilnować Tośki uciekającej po szafkach w gabinecie, Agatki wślizgującej się pod biurko i mnie trzaskającego drzwiami. „Ludziska wyszli za drzwi” a przy kotach pomogła asystentka weterynarza.

MÓJ ZWIERZYNIEC