Miesięczne Archiwa: Luty 2014

Przebieranki

Bale – Karnawale…

Gdy byliście mali kim chcieliście być? Piotrusiem Panem, tygryskiem, Kotem w butach czy Ali Babą?

Wczoraj mieliśmy w żłobku bal i ja byłem Indianinem. Nic nadzwyczajnego, bo jeszcze jestem za malutki by mieć zachcianki dotyczące takich strojów. Gdy chodziliśmy i szukaliśmy czegoś po sklepach było mi to  obojętne. Bo nie szata zdobi człowieka a dobre towarzystwo. Tak naprawdę szata zdobi człowieka..to grubszy temat ;) ale na dzień dzisiejszy  jeszcze nie przywiązuje do tego uwagi.

Niedługo mama dostanie zdjęcia z balu.  A ostatnio śniło mi się że byłem duży i bawiłem się w hakera by tylko mama NIE DOSTAŁA zdjęć  z balu… Chyba byłem w tym śnie jakimś 16 – stolatkiem…

Poczekamy – zobaczymy ;)

Kulinarnie

Dziś pichcimy. A raczej wczoraj. Czyli pichciliśmy. A dziś opis prostej i pysznej przekąski. Specjalnie na wieczór przygotowane były przez mamę pieczone kasztany. Dla zainteresowanych, bardzo łatwo je przygotować:
- wystarczy naciąć po wypukłej stronie, zalać wrzątkiem i gotować w małej ilości wody przez 15 min.
- następnie przez kolejne 15 min. piec w piekarniku nagrzanym do 220 stopni.

I już. Pyszne…i jakie słodkie! Pewnie dlatego tyle ich zostało na dzisiaj.

I informacja dla kolegów z podwórka: nie, to nie te co zbieraliśmy jesienią. Tata przywiózł, więc pewnie zbierał na swoim podwórku…

 

Mowa

„Im mniej ludzie myślą, tym więcej mówią” jak powiedział kiedyś Monteskiusz. Hm tylko jak odnieść to do moje coraz to bardziej wzbogacanego słownictwa? A może do poziomu chłonięcia wiedzy jak gąbka do 3 roku życia które mnie czeka…
Potem już będę tylko mówił…

Tak więc każdy dzień to postęp. Mówię już ślicznie:

- Para (i uwielbiam gestykulować i pokazywać jak wzlatuje do góry i znika)
- GaHYaż (szczególnie ten koło bloku który ma zjazd  w dół)
- BRAWO – ewentualnie: BHYAWO jak nie chce mi się wyraźnie powiedzieć RRRRR. Oczywiście  przy zachwytach skierowanych tylko w moją stronę. W innym wypadku mogę łaskawie zaklaskać.

Ale moim ukochanym słowem i tak jest MA – MA z akcentem na drugie M. Wypowiedziane z głębokim spojrzeniem w oczy.

A płynnie przechodząc ze spojrzenia do tematu GENDER, który już chyba trochę ucichł. I ja się wypowiem. Bo gdy widziałem mamy wzrok gdy kolejna pani ze sklepu zapytała o mnie: Oj,  DZIEWCZYNKA?
I usłyszałem mamy poirytowany głos: A po czym Pani wnosi że to dziewczynka?
Odpowiedź brzmiała: Bo ma taką delikatną buzię….

Powiem więc, ze już Wirginia Wolf się wypowiedziała w tym temacie dawno temu:
” Mężczyzna patrzy światu prosto w twarz, jakby świat ten został stworzony ku jego potrzebom i urobiony ku jego upodobaniom.
Kobieta zerka na świat z ukosa, pytająco, a nawet podejrzliwie. Gdyby nosili te same stroje, możliwe że i spojrzenie na świat mieliby to samo.”

ALE CZY NA PEWNO??? CHYBA NIE…

Pokolenie X,Y,Z i … moje

Podobno dzisiejszy świat można podzielić na trzy części: część Telewizyjną, część Internetową, i część Cyfrową. Mogę dodać, że ja na pewno nie będę należeć do pierwszej. Z wielu powodów.  Przede wszystkim dlatego, że gdy się przeprowadzaliśmy, mama zapomniała zabrać TV. Nie wiem jak można było o nim zapomnieć bo jest DUUUŻYYY, więc podejrzewam, że to była czysta złośliwość z jej strony ;). Pomijając ten szczegół, dodam kolejny: mam już bloga. Więc to wyklucza mnie ze społeczności sfokusowanej tylko na telewizji. Czy będę należał do części Internetowej? A czym różni się ona od Cyfrowej? Hm… w skrócie: wolnym czasem, konsumowaniem wszystkiego jak leci, i trochę zasobem portfela, który nie musi być przeznaczony na „rozsądne wydatki”. Póki co czasu mam pod dostatkiem, a portfele mam dwa. Mamy i Taty.  Czy to oznacza, że będę Cyfrowy? Nie sądzę… Myślę, że będę już pokolenie „Cyber Ż” (ż jak życie).

Czy będzie ono wyglądać jak w filmie „ONA”? Który tak przy okazji mama bardzo poleca przede wszystkim za scenariusz, muzykę i główną rolę pierwszoplanową . Gdzie każdy z nas będzie miał wirtualnego przyjaciela z którym będzie non stop on-line podłączony? Który przerośnie nam swoimi możliwościami? Czy to oddali nas od świata realnego? A może wręcz przeciwnie. Zbliży nas do siebie bardziej dając nowe możliwości.

Mama zawsze mi mówi, że wszystko do organizmu musi być dostarczone w odpowiedniej ilości. Czy bez kontroli jako nastolatek będę potrafił konsumować rozsądnie? Oczywiście, to było pytanie retoryczne. Mając takich rodziców jakże by mogło być inaczej ;)
Ale zastanawia mnie bardziej ile z nas, nowego pokolenia które wychodzi właśnie z pieluch, będzie potrafiło swojego EGO postawić na równi z potrzebami najbliższego otoczenia. A nie tylko na swoją wygodę. A nawet nie tyle wygodę co zaspokojenie potrzeby zabawy i dobrego samopoczucia.

Czy będziemy na tyle rozsądni, by nowe technologie nas nie skrzywdziły?

 

 

List dla cioci Marleny S.

Kochana ciociu,

kiedyś gdy będę duży, i to nie tylko na tyle by dosięgnąć samemu do tych wszystkich rzeczy na stole – ale tak naprawdę duży…
może się kiedyś spotkamy. Stojąc gdzieś na jakiejś wystawie, czy na jakimś koncercie, czy choćby fotografując piękno przyrody w parku…
To wersja mamy, bo tata by wolał:  gdy będę schodził z boiska z ważnego meczu, z bieżni czy wychodząc do sklepu zarzucając na chwilę konstrukcję nowego śmigłowca…

- może się spotkamy?

Uśmiechnę się do Ciebie, odpowiem grzecznie, że „rzeczywiście przepiękna pogoda” i przedstawię się jako Maciej P.
A ty mi odpowiesz: „Opiekowałam się kiedyś w żłobku Maciusiem P. Ale tylko kilka miesięcy”.

A ja się zapytam: „A bardzo malutki był wtedy?”
Odpowiesz: „Miał gdzieś mniej więcej rok i pięć miesięcy, do jego dwudziestego miesiąca”.

Na co uśmiechnę się i powiem:
- „Nie sądzę żeby to było TYLKO kilka miesięcy. To były kamienie milowe w jego życiu.  Bardzo cenne chwile w poznawaniu świata. Życia. Zachowania. Obcowaniu ze wszystkim co nowe. A ty byłaś gdzieś obok jego mamy, taty i innych cioć i wspierałaś go. Dziesiątki razy trzymając go za rękę. Obdarowywałaś go uśmiechem mówiąc mu, że tak właśnie należy się do siebie zwracać. A on ci dziękuje, że byłaś przez te „kilka” miesięcy, i że miał przyjemność Cię poznać”.

WSPANIAŁOŚCI DROGA CIOCIU. I DO ZOBACZENIA W PRZYSZŁOŚCI. TEN ŚWIAT JEST MIMO WSZYSTKO MAŁY,  WIĘC NIE WYKLUCZONE, ŻE SIĘ JESZCZE SPOTKAMY.

MACIUŚ P.

Mam już dwadzieścia miesięcy

Każdy nowy  dzień to dla mnie nie jest byle co. Nie patrzę na świat tak jak większość dorosłych – by wrócisz już do domu i odpocząć. Owszem, może i „wrócić do domu”,  ale na pewno nie po to by odpocząć. Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, do poznania. Ciekawe czy mi to kiedyś przejdzie…

20 miesięcy to już jest COŚ. I ciągle chcę poszerzać swój świat. Trochę sobie eksperymentuję. I nie łatwo jest mnie okiełznać. Mama doczytała się, że na moje pierwsze próby łobuzowania i niegrzecznego zachowania musi od razy reagować (no tego jej nie trzeba było mówić ;) ) ale na spokojnie. Aby nie przesadzić z reakcją. Należy tłumaczyć.

I w takich sytuacjach poznawania swoich praw ale przede wszystkim sprawdzania granicy na ile mogę sobie pozwolić – dowiedziałem się np. po kim mam wielkie oczy. Oczywiście, że po mamie.
Widziałem to wyraźnie gdy próbowała zachować zimą krew, gdy zobaczyła jak „głupieję” i lecę, wspinam się do na szafkę w kuchni próbując dostać się m.in. do wielu niebezpiecznych „akcesoriów kuchennych”.

Już mnie trochę zna, i wie że jeden szybki ruch i ja odwdzięczę się takim samym. Więc po woli skracała nieduży między nami dystans, kuchennej podłogi. Wyciągając ręce by mnie zabrać. Zaskoczyła mnie w końcu, była szybsza niż ja. Ale czym się martwiła. Przecież chciałem się tylko pobawić…

Muszę się pochwalić, że oprócz zabawy jestem też całkiem samodzielny. I porządnicki. Sprzątam po sobie. Umiem się rozebrać i czasem „trochę ubrać”. A po schodach to już od dawien dawna sam wchodzę i schodzę :).

A od dziś już bardzo ładnie wymawiam słowo: KOŁO.

Musiałem tym moim rodzicom dzisiaj czymś zaimponować. W końcu to dwudziesty miesiąc…

 

Koło- koło- kręci się wesoło…