Nowy adres bloga Maciejka

Zapraszam wszystkich na nowego bloga Maciejka, z relacjami z Turcji (już tuż tuż), relacjami z perspektywy i dziecka i rodzica.
Oraz najlepszymi recenzjami mojego autorstwa, równie dobrych książek
Sylwia P.


http://maciejko.eu/

Przesyłki

Test różnych firm transportujących „mienie przesiedleńcze”, firm kurierskich i Poczty Polskiej uznajemy za zakończony.

Poniżej wyniki:

I. Firma specjalizująca się przede wszystkim w „przesiedleniu mienia” – brzmi jak brzmi, ale to istotny zwrot przy rozliczeniach z różnymi instytucjami.
Jakie widzę zalety? Hm… może opiszę przebieg akcji i zalety same wyjdą na wierzch.

Tak więc czego można się po nich spodziewać. Przede wszystkim:
- fochów. że człowiek nie wie jak wypełnić prawidłowo druk. I że jako nadawacę wpisuje siebie (np. żona) a odbiorcę osobę której te rzeczy są i która to będzie odbierać. Przecież nadawacą i odbiorcą musi być ta sama osoba nie? Proste nie?
No nie wiem.. w szkole uczono mnie widocznie z innego słownika. Nadawca i odbiorca były to dla mnie zazwyczaj dwie różne osoby.
- jeszcze raz fochów. Gdy okazuje się że do przewiezienia są rzeczy których szanowna firma nie wie jak przewieźć bo nigdy tego nie robiła.
Hm.. no normalnie: osiołek, tobołki i sio przez granicę.
A gdy już się dojdzie do porozumienia to:
- znów FOCH. Tym razem szanownego pana kuriera który po to przyjeżdża. Najpierw mamy grzeczne pytanie?
- Ile kilo? 90? Z czwartego piętra? Proszę znieść.
- Ale proszę pana, po pierwsze mam małe dziecko na ręku, po drugie, jest to rozłożone na kilka paczek, po trzecie to pana obowiązek odebrać te paczki.
- YHM. Czekam na dole!
- YhHM! A ja czekam na górze!

a na koniec kwota pięciocyfrowa za usługę przesiedlenia mienia…

To lecimy dalej:

II. Paczka pocztowa:
Cena konkurencyjna ale: idzie….idzie…leci…leci.. idzie… mija tydzień, dwa, trzy, czetery …nosz kurde w 60 dni dookoła świata lecą te moje paczki? SĄ! trzeba je odebrać w centrali oddalonej ok. 50 km od miejsca zamieszkania.
No ale są. Zwiedziły chyba więcej świata niż ja do tej pory. Następnym razem poproszę kurierów by robili sobie z nimi zdjęcia. Jak w filmie Amelia…z krasnalem…

najlepiej w tym teście wypada kurier. I to firemki tej samej co powyższa paczuszka leciała. Wygrała cena i czas dotarcia.

III. Kurier P..ex

1. W ciągu jednego dnia była w stolicy innego kraju.
2. Faktura wprawdzie bez jednego zapisu na którym nam zależało, ale jest i to na poprawne dane
3. Tutaj nadawcą jest nadawca a odbiorcą odciorca. Nie ma BILOKACJI jak w firmie z punktu I.

i cena taka,że zostawia coś w portfelu na opłacenie internetu by móc pisać te pierdółki.

Może po powrocie założę firmę kurierską. W końcu wiem czego nadawca oczekuje. To takie proste prawda?

Na dziś sentencja (nadal w temacie):

Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś.
Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le po­myślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, od­kry­waj.

Mark Twain

Zmiana czasu

Jeśli myślicie, że wszyscy (zainteresowani) spali dzisiaj godzinę krócej to jesteście w błędzie. Ja po pierwsze spałem moje 9 godzin, więc ani minuty krócej ;) a po drugie… wyobraziłem sobie że jestem w Turcji. Z tatą. Tam zegarki przestawiają … uwaga… z niedzieli na poniedziałek! Czyli dopiero DZIŚ.

HA! Tylko nie potrafię sobie wyobrazić jak to się ma np. do godziny odlotu samolotu, gdy ktoś ma np. gdzieś przesiadkę, wyrusza  z Turcji  o danej godzinie …a w pozostałej części państw zrzeszonych w UE zmieniono już czas na letni.  Jakoś od lat sobie z tym radzą więc pewnie nie jest źle. Ale na przyszłość, jeśli nie chcesz się denerwować – nie planuj lotu z Turcji, w niedzielę po zmianie czasu. Bo wszędzie gdzie tam spojrzysz: masz inna godzinę. Telefony i komputery zmieniły Ci się same. W telewizji podają godzinę po staremu, na wydruku rachunku z marketu masz nowa godzinę. A wychodząc z niego, u pani na bazarku wisi zegar ze starą godziną. W meczetach i tak śpiewają o różnych godzinach od momentu gdy tylko wyjdzie słońce – ale to też powód do tego by zirytować cię mocniej ;)

Współcześnie w T.

Zacznę od tego, że nie chcę siać defetyzmu, ale nie możemy być też obojętni wobec tego co się dzieje w miejscu, gdzie będziemy żyli (a tata JUŻ), konsumowali wszelakie dobra i usługi. Nasza wyprawa to będzie relacja – postaramy się jak najbardziej obiektywna – z tego jak się żyje w Turcji. Mam nadzieję, że nie będzie to tak drastyczna druga strona widokówki jak Rio de Janerio w filmie „Miasto Boga”. Który zresztą jest jednym z lepszych filmów kinematografii światowej.

Na pewno docenię słońce, i uprzejmość tubylców przy weekendowych wycieczkach etc., ale nie mogę pomijać takich informacji jak np:

* 12 marca 2014- Turecka policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych wobec tysięcy manifestantów, którzy zebrali się w Ankarze, by złożyć hołd nastolatkowi ranionemu przez policję w zamieszkach w czerwcu 2013 r. Chłopak zmarł we wtorek w szpitalu w Stambule.

* marzec – Recep Tayyip Erdogan: „Wyrwę z korzeniami Twittera”. Turcja zablokowała serwis „Twitter”

* 25 marzec - Cenzura internetu w Turcji? Prezydent podpisał kontrowersyjną ustawę. Turecki rząd będzie mógł blokować strony internetowe bez nakazu sądowego, a tamtejsi dostawcy internetu będą musieli gromadzić dane dotyczące sieciowej aktywności swoich klientów

* 27 marca – Turcja zablokowała dostęp do serwisu YouTube. Premier grozi też blokadą Facebooka

i wiele innych. O aferach rządowych tutaj pisać nie będziemy, bo to nie ten kaliber bloga, no i nie chcemy aby jego też nam zablokowali. :)

Liczę że po wyborach (2 sierpnia) wszystko jakoś się uspokoi i wróci do pozornej normalności. A my będziemy mogli dzielić się z wami pięknem tego kraju nie tylko słownie,  ale również za pomocą obrazu…który miał być podczepiany tutaj z konta Youtube :)

Już za parę dni nowa odsłona bloga, a oni już mi palą fundamenty … ;) Spalone to mogę mieć jedynie (lekko) ramiona od przypiekającego słoneczka. I niech tak zostanie.

Przygotowania

Część paczek mamy już gotowych do wysłania wcześniej kurierem. Oczywiście mama robi wszystko by zabrać te paczki z zasięgu moich rąk… ale jak tutaj nie chcieć wszystkiego rozwalić jak się samo prosi? Więc mama specjalnie poukładała je na szafach itp. abym nie miał do nich dostępu. FOCH.

Zdjęcia do tureckiego dowodu: zrobione. Gdyby ktoś pytał, ja też tam muszę mieć dowód. I to zdjęcie jest w nietypowym rozmiarze, i w nietypowym kadrze. Co kraj to obyczaj.

Kotki chipy mają i paszport też. Ale jeszcze przed wyjazdem musimy się z nimi zgłosić o weterynarza po zaświadczenie o ich zdrowiu. Następnie w ciągu 48h do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, który wyda odpowiednie zgodę na ich wyjazd.

Gdyby ktoś chciał po prostu wsiąść w auto i pojechać – chyba by się zdziwił. Nie ma lekko. Telefon z Polski możemy zabrać i zarejestrować tam tylko jeden na dwa lata. Jak się zepsuje to … pożyczę mamie swój. Walkie – takie. Przecież i tak nie będę odstępował mamy na krok więc nie będzie musiała dzwonić by się zapytać co tam u mnie. Do żłobka? Tureckiego? Mi jest dobrze w Małych Artystach. Proponuję: do żłobka tam gdzie nadal jestem, a reszta gdzie mama sobie życzy ;) OK?

37 dni do…

Dziś Turcja to dla mnie kraj absurdów. Ciężki do życia dla europejczyka.  Opieszałości, tureckich dywanów, kwoty 5 lira a jak nie masz to 5 EURO za WC publiczne (co za różnica ;)) itp. przypadków. Nie zapominam jednak, że jest to również kraj na początku drogi do nowoczesności i który chcąc nie chcąc musi sobie radzić ze spuścizną Imperium Osmańskiego.

To również kraj z bogatą przeszłością. Biblijnymi odniesieniami (pomijając science fiction a skupiając się na danych historycznych ;) ) oraz kulturą w którą warto się zagłębić. Poznać, obserwować, może nawet „zainspirować się” czymś konkretnym?

Jeśli nie wprowadzą dodatkowych ograniczeń blokady FB i Youtube, nie będzie źle. Twittera nie posiadam, więc jego aktualna blokada mnie nie boli ;).

Ciekawe co powiem za 2,5 roku po powrocie?

Do zobaczenia Turcjo czy NIGDY WIĘCEJ ?

Jeszcze 37 dni… by przygodę zacząć czas.

Odliczania cd…

Jeszcze:
a) do rozdeptania 476 mrówek faraona
b) siedem milionów westchnień nad zachodem słońca
c) trzysta dni do dnia za trzysta dni
d) ponad miesiąc do wyprowadzki do Turcji
e) kilka butów do zdarcia przy grze w piłkę
f) kilka wymuszeń smoka poza godzinami snu

Zaznaczyć prawdziwe. Dozwolona więcej niż jedna odpowiedź z powyższych ;)
A na poważnie:

1) ok. 2-3 tygodni do zmiany nie tylko szaty graficznej, ale głębokiej rozbudowy bloga
2) 2 tygodnie do wysyłki paczek (hm..ale jakich i gdzie??)
3) ok. 4 tygodni do przylotu… (hm..kogo?)
4) ok. 5,5 tygodnia do ….

będzie TURYSTYCZNIE, CIEPŁO, DŁUGO i RODZINNIE!!!

Wiosna

Za oknem słonecznie, ciepło, WIOSENNIE.
Pora na (ostrożne) zmienianie garderoby. Zimowe butki do szafy…oj czyli niedługo wybierzemy się na zakupy bo trzeba kupić nowe. Nie mam nic przeciwko zakupom pod warunkiem, że też coś dostanę. Chociażby skarpetki. Z mamą takie zakupy są expresowe, więc sama przyjemność. Hm… ale są dlatego, że mama w ogóle robi szybko zakupy, czy dlatego że ze mną? To ciekawe…

Poza tym dzisiaj ciocie przekazały mamie, że gdy okazało się przy podziale biszkopcikiem (czy jakoś tak ;)) zabrakło go dla jednego dzieciaczka, kolegi którego bardzo lubię (ale ja wszystkich lubię),
to mu po prostu najzwyczajniej w świecie oddałem swój.
Mama wierzy że to była czysta empatia.  Tata chyba też, ale nie może uwierzyć, że taki maluch rozumie taką sytuację.

Kto za kto przeciw? Ja wiele rozumiem..

A na dowód przytoczę tekst z badań  (Perri Klass. Artykuł z New York Times News Service)

Wszystko zaczyna się w domu

Co o promowaniu prospołecznych zachowań mówią eksperci? Wzór rodzica jest oczywiście bardzo ważny, dzieci powinny doświadczać współczucia czy empatii długo przed tym, zanim nauczą się mówić.
- Trzeba wyjaśniać im co czują ludzie – mówi Eisenberg. I dodaje: – Należy obserwować emocje dziecka, ale też zwracać im uwagę, mówiąc na przykład: „Uważaj, ranisz uczucia kolegi”.
Nie można oferować nagród materialnych za prospołeczne zachowania, trzeba zostawiać swobodę. Dziecko powinno czuć, że samo zdecydowało o tym, że ma ochotę komuś pomóc.

Należy także pomóc dziecku zrozumieć, że takie zachowanie świadczy o tym, że jest ono pomocne, miłe, hojne.
Praca nad temperamentem dziecka i wpływ ośrodków mózgowych – to podstawowe czynniki. Dodatkowo, rodzice mogą wspierać ten „ciepły blask”***  i światopogląd, który się z nim wiąże.
Empatia, współczucie, życzliwość, miłość zaczynają się w domu. Zaczynają się bardzo wcześnie.

Hipoteza ekonomistów – ciepły blask *** (wyjaśnienie)

Także ekonomiści pochylili się nad kwestią altruizmu i stworzyli hipotezę o „efekcie ciepłego blasku”, która ma opisywać chęć do dzielenia się z innymi.
Badania wykazały natomiast, że ten sam obszar mózgu, który aktywizuje się, gdy dana osoba wygra pieniądze, uruchamia się też, gdy pomagamy innym.

Oznacza to, że jest coś w rodzaju neurologicznej „nagrody” wbudowanej w system motywacyjny mózgu.
- Obdarowywanie innych może oddziaływać na te same ośrodki w mózgu, które są ściśle związane z wytwarzaniem się nawyków
- twierdzi Bill Harbaugh, ekonomista z Uniwersytetu w Oregonie, który zajmuje się badaniem altruizmu.

I dodaje: – To sugeruje, że ośrodki te mogą kształtować nawyki do dzielenia się z innymi, tak samo jak kształtują wszystkie inne nawyki.

Jak zmusić dziecko do brania leków?

I tu was mamy kochani rodzice! HA!

Na tyle możemy chociaż sobie pozwolić, w tych naszych wzajemnych negocjacjach o wszystko. „Maciuś chodź kładź się już spać. Już jest późno…” „Maciuś jemy obiadek”.

A tutaj JA stawiam warunki! I możesz za mną chodzić 15 minut z tą strzykawką, czy pipetką czy łyżeczką, kubeczkiem etc. (już chyba we wszystko nalewałaś), ale to ja decyduję czy to wypiję.  Najbardziej cieszy mnie twoja nadzieja w oczach gdy już maczam języczek, robię „HYHY” i kręcę głową na NIEEEE z błogim uśmiechem na twarzy. Więc znów czas na podchody…

Na nasivin nawet sobie pozwalam bo rzeczywiście czuje że jest po nim lepiej. Pierwszy raz każdego leku mogę spróbować bo może okazać się dobry. Ale kolejne razy? Pobawmy się w „znajdź na mnie sposób!”. Przy syropku gdzie mam brać tylko 3 ml na raz, mami znalazła sposób. Wycwaniła się i pozwala mi bez marudzenia na smoka przed snem. Macza go w syropie, jak już go wezmę to zabiera i tak 3- 4 razy. Nie jest zły ten smak więc pozwalam na to, ale nie lubię tej zabawy. Mszczę się przy reszcie leków.

A wy macie jakieś sposoby? Czy wszystkich was, my dzieciaczki mamy w garści?

Gra słów

Tata: „….”
Mama: No…
Tata: „…”
Mama: No tak.

Więc i ja zacząłem mówić: nooo. Moim cieniutkim głosikiem może i brzmi to śmiesznie, ale mama od razu zaczęła mnie poprawiać, że nie mówi się „nooo” tylko „tak”. Dobrze, tylko dlaczego sama tak mówi? Tak moi drodzy, trzeba się trochę  pobawić w bycie „ą” i „ę”. A ciekawe co chce powiedzieć gdy np. uderzy się przypadkiem o coś z całej siły. Widzę, że cisną się wtedy jakieś słowa na usta – ale nie mówi nic.  Pewnie chodzi o „Nooo nieeee…” ;)

Pitu Pitu o kuchennych i książkowych sprawach…

O czym powinien pisać bloger? O tym, o czym chcą czytać jego czytelnicy. W stylu jaki polubili. Ale czy naprawdę trzeba się rozczulać nad deską do krojenia i niedojedzonymi frytkami z kiełbasą i keczupem?

Tak, jest to przytyk do blogera z tzw. półki do której JESZCZE nie dosięgam, ale litości ;) Po czymś takim warto zamknąć internet, wyjąć dobrą książkę (Maciejko jest na poziomie Ali- Baby i 40 rozbójników i gwarantuję,  że znajdziemy tam lepsze obrazki).

Lub włączyć jutro o godz. 9.00 TVP1 i obejrzeć pierwszy odcinek programu „Co czytać”, który podpowie nam gdzie podziać swój wzrok.

Niedojedzonym parówkom mówimy NIE!

60 dni do…

…nowej odsłony Maciejka…? Tak? Tak! A co za tym się będzie kryło, to już wkrótce. Nowa odsłona jest potrzebna aby nie było nudno. A w życiu jak  to w życiu codziennie się coś dzieje.

Nie koniecznie wiąże się to z potrzebą „akcji”, ale jak to bywa: życie bez pytania dostarcza nam wrażeń i emocji. Dość tajemniczo, ale obiecuję że będzie się działo.

Na biało i niebiesko ;) W końcu moja książęca krew jest błękitna ;)

A co do krwi…dzisiaj kotki były na szczepieniu. Po minucie weterynarz oddał Agatkę mamie, przejmując do rąk Tośkę. Mama uśmiechnęła się i ostrzegła uprzejmie:

- Agatka była tylko przestraszona, ostrzegam że przestraszona Tośka może być agresywna.

Po 5 minutach weterynarz wychodzi przerażony i uśmiecha się do sekretarki mówiąc:

- Poprosimy ręcznik!

No cóż. „Rusza się jak kot. To musi być PUMA” ;)

A czemu nas nie było przy szczepieniu? Bo mama nie dała rady upilnować Tośki uciekającej po szafkach w gabinecie, Agatki wślizgującej się pod biurko i mnie trzaskającego drzwiami. „Ludziska wyszli za drzwi” a przy kotach pomogła asystentka weterynarza.

MÓJ ZWIERZYNIEC

Przebieranki

Bale – Karnawale…

Gdy byliście mali kim chcieliście być? Piotrusiem Panem, tygryskiem, Kotem w butach czy Ali Babą?

Wczoraj mieliśmy w żłobku bal i ja byłem Indianinem. Nic nadzwyczajnego, bo jeszcze jestem za malutki by mieć zachcianki dotyczące takich strojów. Gdy chodziliśmy i szukaliśmy czegoś po sklepach było mi to  obojętne. Bo nie szata zdobi człowieka a dobre towarzystwo. Tak naprawdę szata zdobi człowieka..to grubszy temat ;) ale na dzień dzisiejszy  jeszcze nie przywiązuje do tego uwagi.

Niedługo mama dostanie zdjęcia z balu.  A ostatnio śniło mi się że byłem duży i bawiłem się w hakera by tylko mama NIE DOSTAŁA zdjęć  z balu… Chyba byłem w tym śnie jakimś 16 – stolatkiem…

Poczekamy – zobaczymy ;)

Kulinarnie

Dziś pichcimy. A raczej wczoraj. Czyli pichciliśmy. A dziś opis prostej i pysznej przekąski. Specjalnie na wieczór przygotowane były przez mamę pieczone kasztany. Dla zainteresowanych, bardzo łatwo je przygotować:
- wystarczy naciąć po wypukłej stronie, zalać wrzątkiem i gotować w małej ilości wody przez 15 min.
- następnie przez kolejne 15 min. piec w piekarniku nagrzanym do 220 stopni.

I już. Pyszne…i jakie słodkie! Pewnie dlatego tyle ich zostało na dzisiaj.

I informacja dla kolegów z podwórka: nie, to nie te co zbieraliśmy jesienią. Tata przywiózł, więc pewnie zbierał na swoim podwórku…